brafitting,  ratunku, brafitterko!,  społeczność

Brafitting na ukojenie duszy

Biłgoraj, 14.04.2022

Od ostatniej notki wydarzyło się tyle, że momentami zastanawiałam się, przepełniona wyrzutami sumienia – kiedy ja nadrobię zaległości w pisaniu? Jak streścić taki kawał czasu w jednym, dwóch, trzech wpisach? Tymczasem powiedzenie “Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach” nabrało w ciągu ostatnich kilku miesięcy zupełnie innego znaczenia. Bo wątpię, by jakiekolwiek rozśmieszone bóstwo reagowało na czyjeś plany barbarzyństwem, okrucieństwem, zemstą.

Cały świat, oszołomiony, z przerażeniem i niedowierzaniem obserwuje wydarzenia rozgrywające się za naszą wschodnią granicą. O pandemii o wiele mniej się mówi, choć przecież wciąż funkcjonuje, jako ponure tło wojennych wydarzeń.

Od 24. lutego w Polsce pojawiło się kilka milionów obywateli sąsiedniej Ukrainy. Głównie dzieci, młodzież w wieku do 18 lat, seniorzy, kobiety. I każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię, swoją wojnę. Ich opowieści są pełne łez, smutku, często przerażenia. Ale łączy je wszystkie jedna rzecz – nadzieja. Skąd zaś brać dzisiaj nadzieję, by się nią móc dzielić potem z innymi?

Ano, uważam, że z pomagania, ze wsparcia. W moim przypadku – z kobiecego wsparcia.

Akcja Brafitterki dla Ukrainek, zainicjowana przez kobietę-rakietę, czyli Izę Sakutową, to strzał w 10.

Pierwszy dzień akcji to ok 30 ostanikowanych (i omajtkowanych) kobiet – uchodźczyń z Ukrainy.

Jest wiele serdeczności, uśmiechu, ale też często słyszę “diakujemo” i ocieram łzy wzruszenia. Swoje i cudze.

Czasem zadaję sobie pytanie – czy to ja wspieram kobiety i ich biusty, czy to raczej one wyciągają mnie z dołków, w które w pandemii jakoś częstawo wpadam?

06.06.2023

Rok temu postanowiłam wrócić do regularnego publikowania wpisów. I…Jak spostrzegawczy czytelnik zapewne zauważył – porzuciłam notkę. Ale nie wykasowałam jej. Niech sobie tu zostanie i stanowi świadectwo frustracji polskiej brafitterki. 😉

Obiecałam sobie do niczego się nie zmuszać, bowiem nie ma nic gorszego niż działanie pod przymusem. Nie gonią mnie dedlajny, nie popędza żaden wydawca. Jednym słowem – chcę, to piszę i kropka. Z naciskiem na “chcę”, a potem dopiero na “piszę”

Postanowiłam więc zacząć od marki, na której skończyłam, czyli od Subtille.

Czekajcie więc na dalsze informacje. Tymczasem cieszcie oczy zjawiskową Rose, której nota bene całą rozmiarówkę już sprzedałam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *