sklep z bielizną

Moja przymierzalnia jest Twoją twierdzą

Istnieją jednak wyjątki, o ktorych chciałabym dzisiaj napisać i zapytać Was o Wasze zdanie na ten temat.

W moim salonie odbywa się to w następującej kolejności:

Najczęściej po wstępnym ustaleniu rozmiaru, kroju stanika oraz oczekiwań obsługiwanej przeze mnie Pani oddaję jej do wyłącznej dyspozycji przymierzalnię. Od chwili, kiedy dostaje ode mnie pierwszy stanik do zmierzenia – traktuję to miejsce jako jej prywatną przestrzeń, a nawet, nie obawiam się tego napisać – niemal własność.

NIE WCHODZĘ tam, dopóki na moje pytanie, czy założyła już biustonosz i czy potrzebna jest moja pomoc nie odpowie twierdząco.

Może zdziwicie się, ale czasem słyszę “nie, dziękuję” lub “dziękuję, poradzę sobie sama”.

I być może narażę się tym, co teraz napiszę sporej gromadce moich koleżanek po fachu, ale… nie naciskam. Uważam bowiem, że istnieją granice, których nie powinnam przekraczać. Są to granice prywatności.

Każdy z nas ma do nich prawo. W mojej ocenie ochrona prywatności w przymierzalni jest równie ważna co tajemnica korespondencji czy ochrona miru domowego.

Przecież nie jestem w stanie ocenić przez gęstą zasłonę – z jakiego powodu klientka nie życzy sobie mojej obecności w przymierzalni. Owszem, być może jest jedynie skrępowana, ale może mieć ku temu o wiele ważniejsze powody, o których nie musi mnie przecież absolutnie informować.

Często czytam w internecie opinie, że “bra fitterka jest czasem jak psychoterapeutka, której powierza się swoje tajemnice i troski”. Zgadzam się z tym. W istocie często tak bywa. Ale nie zapominajmy o tym, że funkcjonują wśród nas osoby, które po prostu nie potrzebują empatycznej obsługi a do salonu bielizny przychodzą jedynie po konkretny model i rozmiar biustonosza 😉 Nie chciałabym, by ktoś mnie źle zrozumiał, więc wyjaśnię zawczasu – nie staram się jakoś specjalnie, by być empatyczna. Bywam taka, ale wyłącznie wtedy gdy widzę, że kobieta, z którą pracuję tego potrzebuje. Jeśli nie – jestem najczęściej po prostu uprzejma, ponieważ dobrze wychowana dziewczyna ze mnie jest 🙂

Tak więc podkreślam jeszcze raz – NIE NACISKAM, jeśli klientka daje mi do zrozumienia, że nie chciałaby, bym wchodziła do przymierzalni.

Rozmawiając z kilkoma koleżankami po fachu spotkałam się ze stanowiskiem typu “nie zobaczę, nie sprawdzę na własne oczy, to nie sprzedam i już!”. Nie jestem przekonana, czy jest to odpowiednie podejście. Wszak klientka na takie dictum pójdzie do sklepu nieopodal i bez problemu nabędzie osławione 75B, nie będąc nagabywana przez nikogo (furda tam, że na  nieuzbrojone oko powinna nosić 65H!). U siebie zawsze mam możliwość dopytania i ewentualnej delikatnej (!) perswazji, jesli wybrany przez nią samodzielnie biustonosz nie ma szans w mojej ocenie leżeć prawidłowo.

A jak jest w Waszym przypadku? Czy lubicie, gdy obsługująca Was bra fitterka jest cały czas z Wami w przymierzalni? A może gdy tylko donosi odpowiednie rozmiary i dyskretnie zerka od czasu do czasu na mierzone modele? Czy przymierzalnia w salonie bra fittingu jest Waszą twierdzą czy czujecie się w niej raczej jak w przechodnim pokoju? Jak według Was powinna zachowywać się idealna bra fitterka w takiej sytuacji?

Oczywiście zachęcam do wymiany poglądów także panie z drugiej strony zasłonki :).

16 komentarzy

  • kobra

    Reniu!
    Ciekawy wątek poruszasz. Wielopłaszczyznowy rzekłabym. W Kobrze sytuacja jest dość specyficzna bo coś takiego jak “stała przymierzalnia” w moim modelu biznesowym w ogóle nie funkcjonuje. W zależności od lokalizacji czasami jest parawan, czasami kotara a bywa, że jak w piosence “nie dzieli nas nic”. Zawsze staram się być maksymalnie taktowna i dyskretna. Wycofać się jeśli wyczuję, że klientka potrzebuje więcej autonomii. Ale, żeby wypuścić kobietę z biustonoszem, którego na jej biuście nie widziałam??? Nawet przez sweterek??? O co to, to nie! Gryzłoby mnie to przez całą noc. Myślisz, że przesadzam?!…

  • anka.wawa

    Ja idąc pierwszy raz kilka lat temu do salonu z brafittingiem uznałam, że to praktycznie jest jak wizyta lekarska, a brafitterka to lekarz, tak więc pozwoliłam Pani, siedzieć ze mną w przymierzalni, dobierać biustonosze i pomagać je układać 🙂
    Była dyskretna i kulturalna.
    Ja nie jestem specjalnie wstydliwa ale podejrzewam, że kultura osobista brafitterki też pomogła. Gdyby Pani jakoś mnie zdenerwowała czy zawstydziła komentarzem czy gestem to wyprosiłabym ją i mogłoby to mnie zniechęcić do dalszego prawidłowego ostanikowania.
    Od tamtej pory sama mierzę i układam biustonosze na sobie, ale przeważnie potem proszę ekspedientkę-brafitterkę o opinię czy dobrze leży i czy np. moje obawy są słuszne, że coś się źle gdzieś układa.

  • Jo Ho

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście. Bardzo. Z perspektywy klientki (uświadomionej dzięki lobby od 2008 r.) mogę powiedzieć, że za każdym razem niekomfortowo się czułam gdy sprzedawczyni wchodziła do przymierzalni. I nie ważne czy robiła to jak ślimak, czy niemalże z przytupem. Na brak komfortu składa się maleńki dystans od obcej osoby, prawie nagość, brak możliwości wycofania. I nieważne, czy ktoś jest profesjonalistą w tym, co robi. Klientka może nie chcieć być oglądana. Nie, bo nie. Można mieć gorszy dzień, można nie mieć “fazy” na kontakt z kimkolwiek. Można nie potrzebować porady.

  • Maria Greta

    Ja z tych samodzielnych. Uświadomiłam się dawno temu dzięki Lobby, właściwy rozmiar (a raczej rozmiary, bo od tamtej pory zmienił się 5 razy) dobierałam sobie sama, biustonosze kupuję głównie przez internet. Od brafitterki nie oczekuję pomocy, sama wiem, jakie kroje mi pasują i kiedy biust wygląda dobrze, a kiedy źle, więc jako klientka doceniłabym na pewno Pani podejście. Brafitterka upierająca się, że musi koniecznie zobaczyc, jak biustonosz leży, sprawiłaby pewnie, że odmówiłabym i nie wróciła już do sklepu. Nie lubię, kiedy wciska mi się na siłę usługę, której po prostu nie potrzebuję.

  • Kasia - sutudioBRA

    u mnie jak u lekarza, nie ma się co wstydzić – często mówię tak do swoich klietek, ale studioBRA podobie jak KOBRA ma inny model pracy. Co prawda wyposażyłam się w przymierzalnię ale zabieram ją tylko na eventy. Podczas wizyty klientki, u klientki czy na babskim spotkaniu gdy jesteśmy face to face,(a może bardziej: face to breast) – nie wgapiam się biust klientki czy nachalnie pcham się do wybierania piersi. Zdarza się często, że nie widzę piersi klientki bez biustonosza. Gdy widzę, że pani się krępuje dyskretnie staję za jej plecami i tylko pomagam w zapięciu biustonosza, a potem dopiero zapraszam przed lustro i pokazuję na sobie jak ułożyć. Gdy pracuję z przymierzalnią, zawsze pytam klientkę czy mogę wejść do przymierzalni.

  • kerima

    Reniu ,jestem osobą z drugiej strony zasłonki. Zgadzam się z Tobą w 100%.Nigdy przenigdy nie zostaję w przymierzalni z klientką.Staram się wyczuć czy i na ile klientka potrzebuje mojej pomocy.Też jestem przeciwna opcji “nie widzę ,nie sprzedam”.Jeżeli wchodzę do przymierzalni ,to dopiero wtedy kiedy pani ma założony biustonosz.Oczywiście dopiero po wyrażeniu przez nią zgody.Jako klientka czułam się niekomfortowo,kiedy byłam na spotkaniu z Ewą Michalak w jednym ze sklepów.Ewa była cały czas ze mną w przymierzalni.Wolałabym ,żeby w momencie kiedy przebieram się Jej nie było.Oczywiście Ona pomagała założyć mi biustonosz.Uświadomiła mnie w pewnym względzie,ale…wolałabym być sama.Raz też byłam w Li Parie w Galeri Mokotów.Pytałam się o Wonderbra.Ekspedientka nie wiedziała o jaką markę mi chodzi.Byłam w przymierzalni.W pewnym momencie usłyszałam głos za kotarą .Pani pytała czy może wejść do mnie do przymierzalni.Ja odpowiedziałam “w jakim celu”? W tym momencie kotara odchyliła się i zobaczyłam Jolantę Lewicką.Uważam to za niedopuszczalne.

  • renulec

    @Kobra, w rzeczy samej wątek jest wielopłaszczyznowy i nie da się jednym zdaniem podsumować zagadnienia. W przypadku bra fittingu mobilnego, przymierzalni w warunkach pół-prywatnych czy eventowych sprawa jest jasna. Klientka potrzebuje co najmniej konsultacji i często wręcz naciska na naoczne oględziny. Inaczej wygląda to w sytuacji, gdy klientka, odmówiwszy uprzednio pomocy bra fitterki w sklepie stacjonarnym, ubrana już w kurtkę opuszcza przymierzalnię i mówi poproszę ten. Ja mogę wtedy jedynie grzecznie zapytać, czy jest pewna, czy fiszbina leży za piersią, obwód trzyma i górą nie robią się bułki. Siłą jej do przymierzalni przecież z powrotem nie zaciągnę, bo MUSZĘ zobaczyć 😉

    @Anka.wawa, bardzo lubię powracające do mnie, podobne Tobie klientki. Nie muszę nic już tłumaczyć, bo wiedzą co, gdzie i jak. Na wszelki wypadek jednak twierdzą, że pańskie oko tuczy konia i proszą o ocenę wybranego stanika ;).

    @Jo Ho., właśnie, choćby taki PMS, prawda ;)? Cenna uwaga, dziękuję Ci za nią!

    @Maria Greta, czyli uważasz, że czasem bra fitterki przesadzają z tą gotowością pomocy? Nie chcesz chyba jednak powiedzieć, że miałaś pecha i trafiłaś na natrętną?

    @Kasia studioBRA, face to breast! Świetne określenie, kradnę!

    @Kerima, każda bra fitterka ma swój styl pracy, nie masz pojęcia jak się cieszę, że nasz jest podobny , buziaki!

  • szarlatanszmatan

    Miałam kiedyś takę sytuację, że wręcz chciałam aby pani brafitterka bez pytania wparowywała do przymierzalni:P. No bo ja sprawiam wrażenie takiej cichej i nieśmiałej dziewczynki (co jest zresztą prawdą:P), więc pani chciała być miła i za każdym razem pytała czy może wejść za kotarę. Ale po kilku stanikach stało się to trochę uciążliwe dla mnie, bo kiedy już miałam na sobie biustonosz musiałam zdobyć się na odwagę i wydobyć z siebie jakiś głośny odzew:P. I to paradoksalnie stanowiło dla mnie największą przeszkodę:P. Czasami wręcz stałam tam i stałam i czekałam, aż ta pani zapyta: “Czy mogę już wejść?”. Niestety nie należę do najbardziej komunikatywnych osób, więc nie wiedziałam jak pani brafitterce powiedzieć, żeby przestała bawić się już w te uprzejmości:P. A niech wchodzi do przymierzalni, bo co ciekawe nie miałabym najmniejszego problemu gdyby weszła, a ja akurat byłabym bez stanika, ale ona pewnie myślała, że mnie krępowałaby taka sytuacja. Hehe, to taka mała anegdotka:P.

  • 100krotna

    Ja sobie nie życzę wchodzenia do przymierzalni, mam dużą “bańkę” osobistą i drażni mnie bliskość drugiej osoby, ciało przy ciele. Mała przestrzeń, ciepło, zapach ciała, perfum czy nawet dezodorantu (a mam bardzo wrażliwy węch, wręcz na granicy nadwrażliwości) to są czynniki których nie lubię, nie ma to nic wspólnego ze wstydliwością. Mogę za to odsłonić kotarę i pokazać jak stanik leży, ale proszę patrzyć okiem, łapy precz 😉
    Ideałem dla mnie jest brafitterka, która potrafi mnie zostawić w spokoju i pozwolić najpierw samej ocenić- ale też, jeżeli mnie zobaczy w staniku, to będzie umiała doradzić, albo podać inny model (znajomość asortymentu i potencjalnie kompatybilnych modeli to podstawa). Do tego umiejętność słuchania – biustonosze dobieram sama od wielu lat, wiem, w czym mi wygodnie i że większy obwód zwykle będzie lepszy 😉 (bo jak fiszbiny dopasuję to obwód może sobie z tyłu o centymetr czy dwa podjechać, stabilny będzie a oddech brać muszę).

  • renulec

    @Szarlatanszmatan, być może byłaś u mnie ;)? Panie, które widzę pierwszy raz są u mnie pod szczególnym nadzorem. Mam bowiem w tyle głowy, że taka wizyta może przełożyć się na ich długofalowe podejście do bra fittingu. Stałe klientki (nawet te, które na początku siedziały w przymierzalni cichutko jak myszki pod miotłą) mówią teraz głośno już!, kiedy życzą sobie mojej obecności. Może jednak warto powiedzieć na początku bra fitterce, że dostaje wolny wjazd do przymierzalni? Przełamiesz się raz, ale za to jak skutecznie! Ja (a myślę, że większość bra fitterek jednak też) nie przewiduję w pakiecie dopasowaniowym wtargania z mojej inicjatywy, no way 😉 !

    @100krotna, właśnie! Świetnie to ujęłaś! Kobiety mają tę bańkę czasem większą, czasem mniejszą, a czasem wręcz z hartowanego szkła, prawda? I moje zdanie jest takie, że TRZEBA to bezdyskusyjnie uszanować. Koniec i kropka.

  • Brafinette

    Bardzo ciekawy temat…

    Za chwilę otwieram sklep i zastanawiam się, jak podejść do tego zagadnienia.
    Akurat podejrzewam, że w kraju, w którym mieszkam będę mieć przede wszystkim do czynienia z klientkami nieuświadomionymi.
    Wymyśliłam, że najpierw zapytam je, czy miały już kiedyś dobierany biustonosz, jeśli nie – powiem krótko, na czym to polega i zaproponuję całą procedurę i zapytam o zgodę na początku. Same zostawię na czas przebierania.
    Przecież muszę taką klientkę zmierzyć, nauczyć prawidłowego zakładania biustonosza, no i jednak ustrzec ją przed błędami, po to jestem, czyż nie?
    Wydaje mi się, że wiedząc, co je czeka, klientki są spokojniejsze.
    Ja swoje pierwsze obrafitowanie ok. 12 lat temu nienajlepiej wspominam – grzebanie w dekolcie i to dość brutalne, pań było dwie, zasłonka w mikroskopijnym sklepie wciąż odsuwana… a i tak kolejka stała i się zawijała na chodniku.

  • renulec

    @Brafinette, gdzie doświadczyłaś pierwszego bra fittingu? Domyślam się co prawda ;), ale może napiszesz ku przestrodze dla mnie (i innych bra fitterek) – co najbardziej Cię uraziło?

    Trzymam mooocno kciuki za powodzenie!

  • Brafinette

    @Renulcu, w Warszawie to było, na Grochowie… 🙂
    Okropnie się stresuję, muszę Wam powiedzieć, nie mam dużego doświadczenia praktycznego, a chciałabym, żeby wszystko było tiptop…
    Trzymajcie za mnie kciuki, niosę kaganek brafittingowej oświaty w Berlinie!

  • Brafinette

    Aha, miałam napisać, co mi się najbardziej nie podobało… chyba to komenderowanie… i że każdy stanik (nawet, gdy robił kształt i był wygodny) musiał, po prostu musiał być jeszcze przerobiony (dodatkowo zebrany na mostku). Za dodatkową opłatą.
    A poza tym wyczuwało się nienajlepszy kontakt między paniami w sklepie i to też jakoś sprawiało, że chciałam mieć to już poza sobą.
    Wróciłam tam jeszcze mimo wszystko ze dwa razy, bo nie było wtedy alternatywy, ale w końcu się zbuntowałam. Te obowiązkowe przeróbki odczuwałam jako naciąganie klienta. A nie udało mi się kupić BEZ przeróbek. I ostatni stanik, który tam dobrałam był tak strasznie ciasny, że po dwóch godzinach musiałam go zdjąć, wszędzie miałam czerwone odciski, mostek gniótł niemiłosiernie, nabrałam urazy do wysokich mostków, aż do poznania effuniaków, kiedy się przemogłam i teraz nie mam z tym większych problemów.
    Zgłaszałam to brafiterce, ale nie było mowy o żadnych kompromisach.

    Mimo wszystko uważam tamto doświadczenie za cenne, bo odkryłam, ile mam biustu i gdzie on może być:-)

  • renulec

    @Brafinette, Berlin to ogromne miasto, z pewnością masz tam pole do popisu 🙂
    Motywacji i determinacji pewnie Ci nie brak, a stres często bywa czynnikiem mobilizującym.
    Świetnie, że już na początku wiesz, jakich metod nie będziesz stosować w swojej pracy, a to bardzo dużo. Jak mówi przysłowie – człowiek uczy się na (także cudzych 😉 błędach. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się z nami od czasu do czasu swoimi doświadczeniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *