visual merchandising

Motylem byłam – visual merchandising po biłgorajsku (część kolejna)

Moje dzieło, choć na to może nie wygląda – kosztowało mnie autentycznie dużo pracy.

A wszystko przez to, że po prostu nie rozłożyłam odpowiednio swoich sił i umiejętności na zamiary.

“Nie jesteś dobrym rysownikiem, nie jesteś nawet MIERNYM rysownikiem! Co cię opętało?  Wymyśliłaś sobie motylka, to teraz się męcz!” beształam sama siebie podczas nieudolnych prób narysowania tytułowego owada. W końcu udało mi się narysować (na kartce formatu A4) jako-tako jedno skrzydło. Potem zmierzyłam okno. Następnie  odwzorowalam skrzydło na załatwionym (przy okazji robienia witryny odbyłam podróż sentymentalną do lat dzieciństwa, kiedy większość potrzebnych obywatelowi produktów albo była na kartki, albo trzeba było je “załatwiać”) przez koleżankę, tekturowym arkuszu A0. Próbowałam wyciąć je przy pomocy (wymieniam w kolejności chronologicznej) noża, nożyczek, żyletki. Ostatecznie zostało wycięte nożykiem introligatorskim zakupionym w pobliskim sklepiku z farbami (ave, lokalne sklepiki!).

Wydawało mi się, że teraz będzie już z górki. Ale byłam naturalnie w błędzie. Po odrysowaniu i wycięciu drugiej sztuki (ponieważ, jak powszechnie wiadomo, skrzydła fruwają parami)  nastąpiło malowanie. Wałkiem. A następnie pędzlem. Malowanie pędzlem trzeba było powtórzyć, ponieważ farba niedostatecznie pokryła tekturę za pierwszym razem. Przy drugim malowaniu tektura postanowiła zwinąć się w dwa piękne, regularne rulony. Skrzydła zostały więc dosuszone przy pomocy suszarki do włosów i obciążone czym się dało na całą noc.

Kolejnego dnia w wolnych chwilach cięłam na kawałki stare płyty cd. W ten sposób dorobiłam się okazałych pęcherzy od nożyczek na prawej dłoni. Podczas przyklejania tych kawałków do skrzydeł  (pistoletem na gorący klej) dorobiłam się niemniej dorodnych pęcherzy na lewej dłoni 🙂 Ale wstępny efekt przymiarkowy względnie mnie zadowolił, szczególnie po skierowaniu na moje “dzieło” małego strumienia światła:

Postanowiłam pokazać więc skrzydła światu. Montaż odbył się prawie bezpiecznie, bo podczas podwieszania ich w witrynie spadłam z drabiny tylko dwa razy :))

Więcej obrażeń nie poniosłam ani ja ani sprzęt.

W chwili obecnej witryna mojego sklepu wygląda tak:

Pan Tomek – mój opiekun handlowy z Kris Line orzekł, iż jest to wypisz-wymaluj – krisline’owy motylek. Przechodzące chodnikiem przedszkolaki twierdzą, że to elfik. Niektóre z pań-klientek obstawiają tancerkę z karnawału w Rio (mają biłgorajskie dziewczyny tę wyobraźnię!).

A Wy?

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *