Biłgoraj i okolice :-),  sklep z bielizną

Sklep ten działa mi bez przerwy – raz na biust, a raz na nerwy ;)

W związku z tym, że codziennie toczę z moimi myślami i pomysłami “sklepowymi” wielkie bitwy, postanowiłam zwrócić się do Was, drodzy “czytacze”, z prośbą o pomoc.

Wasze przemyślenia będą dla mnie ściągawką. I, nie ukrywam – kierunkowskazem 🙂

Proszę Was o odpowiedź na pytanie “Czego nie lubię w sklepie z bielizną? Co mi w tym miejscu  przeszkadza? Co najbardziej denerwuje, drażni?”.

Wiem, że ja:

– nie lubię małych, ciasnych, ciemnych przymierzalni;

– nie lubię, kiedy jest tam małe lustro;

– nie lubię, kiedy widać z tej przymierzalni moje nogi 😉

– nienawidzę cienkich, prześwitujących zasłon,

– nie lubię w pozycji stojącej oczekiwać na swoją kolejkę do przymierzalni.

 

A Wy?  Czy Was denerwuje (może nawet – zniechęca?) coś jeszcze?

?

???

??????

Help!

35 komentarzy

  • Jola

    1.też nie lubię stać gdy czekam
    2.nie lubię nie mieć gdzie powiesić kurtki zimą
    3.nie lubię nie mieć gdzie położyć/powiesić ciuchów gdy się rozbiorę
    przymierzalnia oddzielona od oczu oczekujących klientek jest pożądana

  • genepi

    Nie lubię walczyć z zasłoną żeby ją zaciągnąć (najgorsze są takie metalowe kółka u góry, co nie chcą słuchać).
    Nie lubię mieć zasłony na styk, bo zawsze gdzieś goła dupa wychylnie.
    Lubię mieć koszyczek, do którego wkładam te biustonosze których nie kupię, a które oddam pani ekspedientce.
    Lubię mieć światło w którym wyglądam na względnie opaloną a nie jak kurczak z zamrażarki.
    Gdzieś widziałam wiszące białe podkoszulki żeby zobaczyć jak wygląda biustonosz pod ubraniem.
    Nie lubię marznąć w przymierzalni.
    Uwielbiam wieszaki z przecenionymi majtasami: nie noszę kompletów więc coś wybieram dla siebie ze świadomością że jestem gospodarna bo wprawdzie wydałam trzy stówki na biustonosze ale za to zaoszczędziłam sześć złotych na majtkach.
    Nie lubię cukierków przy kasie bo zawsze się skuszę i diabli biorą odchudzanie.

  • beniutka_bo

    nie znoszę:
    1.zbyt małej liczby wieszaków na ubrania, albo kiedy za zbyt ciasno powieszone
    2.kiedy zakładając buty zadkiem wciskam się na ścianę,bo jest CIASNO
    3.po podłodze radośnie “biegają” tzw. koty z kurzu
    4. kiedy muszę stanąć bosymi stopami na zimnej podłodze
    5. zasłonek na styk
    6. nie ma na czym siąść (a czasem trzeba)

    Więcej grzechów nie pamiętam,ale ja w ogóle nie przepadam za stacjonarnymi zakupami.
    Ogólnie najfajniejsza przymierzalnia była w jednym ze sklepów na T, tylko na 2 przymierzalnie poszło pewnie ze 6 m kw., ale do jednej można było wprowadzić dziecięcy wózek.

  • Gość

    a co to znaczy krótka? czy jak widać od połowy łydki w dół to już za krótka? ale sie wystraszyłam …
    mi przeszkadzałoby jakby głowa była widoczna (bywają takie przymierzalnie typu drzwi saloonu) ale łydki?
    z kurczakiem się w pełni zgadzam 🙂 a czasami bywa takie światło , że czuję jakby czasy nastoletniego trądziku gwałtownie wróciły…

  • brafitka

    To powyżej byłam ja – Bibianna
    chciałam zaznaczyć podstawową, ale w tym towarzystwie chyba zbędną rzecz 😉
    nie lubię jak nie ma wcale mojego rozmiaru 🙂

    Tytuł zaiste świetny – a ja myślałam, że otwarte i już tłumy, i kolejki kręte pod budynkiem Widok 4 🙂
    a co słyszę? same zgryzoty i nerwy – prosimy koniecznie o jakieś zdjęcia z placu boju

  • an-olimatka

    Nie pamiętam kiedy kupowałam coś w stacjonarnym z bielizną (ok, jakiś rok temu ;)) Podpisuję się pod uwagami dotyczącymi światła, nie znoszę takiego, w którym wyglądam blado i zielono 😉 (mąż mi tu właśnie przez ramię zagląda i podpowiada, że przecież zielony to mój ulubiony kolor…). Tak jeszcze myślę o tych zasłonach szczelnych i do ziemi, że przydałaby się wtedy jakaś sugestia, że tam ktoś jest 😉 Chociaż w Twoim przypadku zakładam, że możesz to wiedzieć.

  • smallfemme

    Nie lubię podstępnie ukrytych wysokich cen staników. Wolę móc zerknąć na cenę w przymierzalni i tam przeżyć szok i zrzucić winę na fiszbinę, a nie uciekać od kasy, bo okazuje się, że mnie nie stać. Zawsze się wtedy głupio czuję i zdarza się, że kupuję coś, co nie jest warte swojej ceny (stanik, który nieco spłaszcza za 90, a 190 to zdecydowana różnica). Poza tym nie lubię ostatecznej decyzji podejmować nagabywana co chwilę – z tego samego powodu.
    W ogóle lubię widoczne ceny – czy to staników, czy akcesoriów – nie wydam 20 zł na przedłużkę, jeśli będzie mi potrzebna 2 dni, a w pasmanterii kupię czarną/białą za 2 złote. Strasznie skąpo wychodzę, ale mam biedny okres i liczę każdy grosz 😉

    Wracając do infrastruktury:
    Lubię miejsce na torebkę na wygodnej wysokości – jakiś haczyk na wysokości pasa, żeby łatwo dać nura, gdy zadzwoni komóra 🙂 Boję się wieszać na normalnych wieszakach, raz rzuciłam i aparat poszedł w drzazgi 🙁

    Nie lubię staników na pękających wieszaczkach. O takich: http://www.wyprzedaz.megasam.info/images/kategorie/wieszaki_odziezowe/wie_04-wieszak_do_bielizny_25_cm.jpg Choćbym nie wiem jak się pilnowała, to zdarza mi się ułamać te ząbki i mam potem straszne wyrzuty sumienia.

    Lubię lustra pozwalające obejrzeć swoje plecy. Mało kto ma w domu taką możliwość, a zobaczenie na własne oczy ułożenia obwodu i fiszbin pod pachami potwierdza lub rozwiewa wątpliwości. Nie pamiętam w tej chwili, czy w uświadomionych sklepach, w których byłam, stosowano ten patent.

    Lubię, gdy brafitterka jest pod ręką, a nie biega po kolejny rozmiar daaaaaleeeeekoooo. Raz – bo zapominam spytać o coś odnośnie mierzonego właśnie stanika. Dwa – jeśli chcę inny rozmiar/kolor/model niż przed chwilą zaproponowała, to musi latać dwa razy. Trzy – jeśli krzyczy coś do mnie, żeby dopytać(np. zmianę koloru), to zdarza mi się jej nie słyszeć.

    Lubię, gdy jest miejsce na inne zakupy – po drodze kupiłam spódnicę i buty, mam dwie reklamówy, które plączą się pod nogami, przewracając co chwila. To wymaga dużej przymierzalni + ewentualne dodatkowe wieszaki na tej wysokości co torebka.

    Lubię, gdy jest miejsce dla faceta. To chyba mój najważniejszy postulat. Ostatnio praktycznie nie kupuję w sklepach, gdzie przed przymierzalnią nie ma kanapy. W sklepie z bielizną ta kanapa nie musi być bezpośrednio przy przymierzalniach, czasem lepiej, żeby była dalej, ale dobrze żeby była. Jeśli nie będzie siedział to chłopak/narzeczony/mąż, to może syn 😉 Dobrze, żeby był stolik, ale żeby nie leżały na nim jedynie katalogi bieliźniane.

    W sklepie powinna być piersiówka! Raczej właśnie z boku, dla tych przypadkowych oczekujących niż dla tych w przymierzalni, gdzie nie ma czasu na jej czytanie 🙂

  • turzyca

    To ja jeszcze o swietle – nie cierpie bardzo silnego swiatla padajacego od gory. Szczegolnie zimnego. Nagle czlowiekowi wyrastaja na udach Tatry zima. Nie jestem w stanie sie skoncentrowac na bieliznie, gdy na udach mam zimowe Tatry. Tym bardziej ze w normalnym swietle to nawet nie sa Bieszczady.

    W przebieralniach lubie maly stoliczek lub szersza poleczke, na ktorej stoja chusteczki do wytarcia i dobrze sie odstawia mniejsza damska torebke. Na wieksza damska torebke zdecydowanie potrzebne sa wytrzymale wieszaczki. Koniecznie wytrzymale, bo slady po wieszaczkach wygladaja potwornie niechlujnie. Rownie niechlujnie co koty na podlodze.

  • Klientka

    Też nie lubię ukrytych cen, przecież to jeden z ważniejszych czynników. Nie lubię przymierzalni w których strach się rozebrać, bo wszyscy wszystko widzą, nie lubię gdy w sklepie jest ciasno, czasem naprawdę nie potrzeba wywieszać 100 rozmarów, zamiast tego wolałabym móc obejrzeć więcej modeli, nie lubię gdy ciężko się przejrzeć w przymierzalni, lubię gdy jest dużo luster, także takich, ze można zobaczyć jak się wygląda z tyłu.

  • ania

    Nie lubię, jak staniki na wieszakach wiszą tak, że nie widać rozmiarów i za każdą sztuką trzeba wykręcać niemożebnie metki w poszukiwaniu Tego Jedynego.

  • anczysko

    1. Nie znoszę czczej gadaniny. Niech Sprzedająca nie klekocze nad głową. Niech da czasem odsapnąć, niech się na chwilę zamknie. Da pomyśleć w ciszy, samej się pooglądać. Jak szuka stanika gdzieś tam na zapleczu czy magazynie – niech będzie cicho. A nie pokrzykuje lub zadaje pytania, na które i tak nie ma szans odpowiedzieć, bo do mnie nie dotarło dokładnie, o co pyta.
    2. Niech najpierw uprzedzi, że chce mi włożyć rękę do stanika i wygarnąć. Jednak piersi to moje intymne miejsce, dotykam je ja lub mój facet. Ja akurat byłam przygotowana, bo wiem jak to wygląda, ale moja ciocia, z którą kiedyś byłam w jednym z dużych stacjonarnych i namawiałam na dobry rozmiar – była ździebko zbulwersowana. A potem mi powiedziała – wystarczyło mi tylko powiedzieć: czy mogę Pani pomóc ułożyć pierś w miseczce? Bądź: powinnam pani pokazać jak prawidłowo ubrać stanik, czy mogę? A nie od razu się pchać się z rękami i doprowadzać szczególnie pierwszy raz dobierające biustonosz klientki (czasem wiekowe) do konsternacji. Ciocia już do tego sklepu nie wróci.
    3. Nie przybierać autorytarnego tonu. Nie znoszę tego, a się z tym spotkałam.
    4. Nie biegać za mną. Na rany Boga, ja sobie najpierw chcę obejrzeć sama, co wisi, leży, stoi, a gdy czegoś kontkretnego szukam – zapytam. Po to przyszlam.
    5. Ceny widoczne, już ktoś tu napisał. Ale nie zaczynajcie od szoku, na początku sklepu te niższe, potem wyższe. Przy mnie dwie dziewczyny zmiotło ze sklepu zaraz przy wejściu, bo w oczy się rzucały staniki za 279 zł. A gdyby wlazły dalej znalazłyby i za 80 zł.
    6. Przymierzalnia może być jedna, ale porządna. Duża, jasna, z dywanikiem na bose stopy, porządną zasłoną, odwrócona raczej od reszty sklepu, albo gdzieś z boku, żeby kiedy czasem się wychodzi w staniku by się dokładnie obejrzeć, lub popodskakiwać – nie natykać się na spojrzenia innych klientek czy ich facetów lub co gorsza – przechodniów za szybą wystawową. W przymierzalni kilka wieszaków, w tym może być stolik na torebkę, choć nie musi. I te gładkie koszulki do przymierzania – to doskonały pomysł a tak niewiele kosztuje.
    7. Atmosfera – to najważniejsze. Sporo jest sklepów, do których nie wrócę. Co z tego, że asortyment jest? Ale jest również bałagan w towarze – panie nie wiedzą co mają, gdzie mają i czy w ogóle mają. Zatem pchają cokolwiek, żeby tylko klientkę w przymierzalni zatrzymać, zagadać. Kiedy mówię, że chcę fioletowy nie wpychać mi czarnego, na litość boską!!! Pokazać mi fioletowy, a gdy nie ma to po prostu mi powiedzieć, że nie ma. Czy to takie trudne? Można dodać, że będzie, albo że nie będzie. I spytać np. czy nie może być inny kolor? Jak się zawaham to wtedy można podpowiedzieć, jest taki piękny z tego modelu tylko czarny, chce Pani zobaczyć? Jak chcę, to pokazywać, jak mówię dziękuję to STOP! Nie latać, nie namawiać, nie popychać mnie! Bo bo byłam już wbrew sobie wpychana do przymierzalni.
    Atmosfera to głównie Sprzedająca. Nie sklep, jego położenie, wystrój, przymierzalnia. To też, ale to nie główna rzecz! Pójdę do sklepu nawet z małą przymierzalnią, pomęczę się w niej, ale jeśli Sprzedająca będzie miła, nienarzucająca się, dobrze doradzająca, spokojna, stonowana, niekrzykliwa – to chętnie do niej wrócę. Bo nie będę pamiętała przymierzalni, czy braku wieszaczka – ale właśnie JĄ !

  • agnieszka

    Nie lubię:
    1. Stać bosymi stopami na gołej ziemi bez dywanika, albo na dywaniku tak małym, że trzeba wybierać, na której nodze teraz przycupnąć
    2. Zasłon, które są za wąskie lub za krótkie
    3. zbyt małej ilości wieszaków
    4. braku miejsca do siedzenia blisko kabin dla osoby towarzyszącej.

  • Dorota

    O przymierzalniach już chyba wszystko zostało powiedziane. Zwrócę jeszcze uwagę na to, o czym wspominała Ania. Najlepiej by było, jakby każdy biustonosz miał na wieszaczku pokazany rozmiar. Na wszystkich w tym samym miejscu. Nie lubię szukania rozmiarów za każdym razem w innym miejscu, bo ta firma doszywa metkę przy lewym ramiączku, inna przy prawym, kolejna przy zapięciu, a jeszcze inna dołącza mini-książeczkę i gdzieś tam w środku jest małą czcionką to, czego szukam.

  • renulec

    @DZIEWCZYNY, dziękuję Wam, po stokroć dziękuję za Wasze spostrzeżenia. Wszystkim razem i każdej z osobna :* , jesteście kochane!
    A tytuł notki? To parafraza fraszki Sztaudyngera (Mąż działa mi bez przerwy. Raz na zmysły, raz na nerwy ;).

  • roza_am

    Prawie wszystko już było (zasłonki, wieszaczki, chusteczki w przymierzalniach). Dodam jeszcze, że nie lubię braku sklepowych ulotek czy wizytówek przy kasie (zwłaszcza, gdy chcę coś zanotować, polecić sklep znajomym, albo zwyczajnie mieć pod ręką namiary na nowo odkryty sklep). A jeśli jest rozmowa o możliwości sprowadzenia jakiegoś brakującego modelu, to wolałabym móc go zobaczyć na zdjęciu w katalogu, a nie tylko usłyszeć jego werbalny opis.
    No i równie jak nie lubię zbyt gadatliwej i narzucającej się obsługi, niechętnie wracam do sklepu, w którym załoga prawie milczy. Nawet kiedy sama pytam o jakieś rady czy wskazówki. Np. kiedy nie leży na mnie już n-ty przymierzany stanik. Wtedy chciałabym usłyszeć jakąś podpowiedź w rodzaju: “wygląda na to, że modele typu X nie zdają egzaminu, proponowałam w takim razie typ Y” albo “skoro w A i B jest pani pomiędzy rozmiarami, to warto sprawdzić C, bo ma trochę większe miski niż standard” itp. Krótko mówiąc, nie lubię mieć poczucia, że bra-fitterka zachowuje cenną wiedzę o poszczególnych modelach dla siebie i nie pomaga mi w trafieniu w najbardziej pasujący egzemplarz.

  • greylin

    Nienawidzę zasłonek. Jak są grube, porządne i w ilości wystarczającej na zasłonięcie to jeszcze ścierpię, ale zdarza mi się zrezygnować z mierzenia w sklepie jeżeli firanka fruwa, a wielkość przymierzalni zwiększa prawdopodobieństwo wytknięcia różnych części ciała poza tę firankę.
    Wiem, ze to oczywiste, ale może napiszę: firanki powinny być zdecydowanie czyste, żeby się nie lepiły do niczego 😉
    Zdecydowanie wolę drzwi do przymierzalni (w jednym sklepie zachwyciły mnie przesuwane drzwi).

    Nie lubię też jak są mikroskopijne wieszaczki i to w ilości niewystarczającej. Kurtkę też trzeba gdzieś powiesić. Jakaś półeczka/stolik na torebkę też by się przydał. Tylko półeczka taka, żeby zmieściła się na niej torebka. Zdarzyło mi się mierzyć ciuchy w przymierzalni gdzie torebkę trzymałam kolanem na 5cm półeczce i jeszcze pilnując, żeby mi tyłek nie wymsknął się za firankę. Nigdy więcej!

    Fajny pomysł to szlafroczki. można wyjść z przymierzalni bez konieczności przebierania się milion razy.

    Nie lubię tych plastikowych jednorazowych wieszaczków. Zawsze mam kłopot, żeby to obsłużyć.

    Wyżej padł dobry pomysł na koszyki na staniki, których na pewno nie wezmę. i drugi na takie nad którymi myślę.

  • zmijunia.lbn

    Nie lubię:
    – zasłon, których nie da się szczelnie zasunąć (np. ze sztywnego materiału);
    – braku miejsca na naręcze staników (mile widziana duża ilość wieszaczków i spory blacik);
    – kiedy w zimie w przymierzalni jest tak zimno, że sutki przebijają mi w najsztywniejszym nawet sztywniaku.

  • ochanomizu

    Nie znoszę, jak w sklepie gra radio/telewizor tak głośno, że własnych myśli nie słychać. No i tego co przedpiszczynie: zasłonek za krótkich lub za wąskich, braku wieszaczków …

  • deftik

    a ja nie lubię drzwi/zasłonek, co wiszą za nisko – np. w C&A mają przebieralnie, z których mi głowa wystaje góra i zawsze się zastanawiam, czy faceci czekający na swoje kobiety na zewnątrz zerkają równie łatwo do innych przebieralni,co ja z nich wyzieram.:)

    i nie cierpię, jak mnie ktoś pogania – “prosze pani, bo tu już 3 panie czekają…” – a tfuj!

  • panna-marchewka

    To nie jest pomysł “z przymierzalni”, tylko od fryzjera, ale może się przyda: jakimś rozwiązaniem dla okryć wierzchnich byłoby wygospodarowanie zwykłego drążka z wieszakami poza przymierzalnią, ale w pobliżu (można obserwować, czy jakaś niecnota nie zasadza się na nasz płaszcz). Na siatki itp. może się nadać np. jakaś większa szafka zamykana na kluczyk – można tam sobie włożyć i nie potykać się/nie zawalać sobie półki w przymierzalni, a ekspedientka ma klucz i pilnuje. Poza tym fajną opcją może być też lustro poza przymierzalnią – ja dosyć lubię zobaczyć, jak stanik na mnie leży również z pewnej odległości, pod ubraniem i przy bardziej naturalnym świetle niż to “przymierzalniowe”. I jeśli będzie kącik do siedzenia, to wydaje mi się, że warto oprócz różnych gazet i katalogów mieć pod ręką jakieś kredki, klocki albo coś w tym stylu – nie wiem, czy to takie moje szczęście, ale ostatnio przy różnych zakupach ciuchowych widzę mamy z dziećmi i to fajnie, kiedy maluchy mają się czym zająć, gdy mama mierzy.
    Ale tak serio to dla mnie to wszystko to drobiazgi (tego wora na kartofle, który noszę zamiast torebki, i tak żaden wieszak nie utrzyma, więc nauczyłam się nie przejmować 😉 Jestem pewna, że klientki będzie przywabiała do sklepu Twoja charyzma, Renulcu. Powodzenia!

  • ycik

    Dużo celnych i przydatnych uwag na pewno się pojawiło, i jak tak czytam zaintrygowało mnie jedno:) To żaden przytyk do nikogo, ale naprawdę przez chwilę zastanawiałam się w co się trzeba ubrać, żeby przy mierzeniu biustonosza ściągać buty :)))

  • renulec

    Wysnułam następujące wnioski:

    1. Coś do siedzenia dla osób towarzyszących (dziecko, koleżanka, mężczyzna).
    2. Odpowiednia lektura/zajęcie dla tychże (katalogi i czasopisma nie tylko bieliźniane oraz kredki jakieś, książeczki do kolorowania).
    3. Nie skąpić wieszaczków ani dywanika w przymierzalni.
    4. Podkoszulka, szlafrok, chusteczki nawilżające w tejże.
    5. Przeceniać majtasy!
    6. Nie stawiać przy kasie cukierków! Wizytówki i ulotki mile są tam widziane 🙂
    7. Obszerne zasłony.
    8. Przestronna przymierzalnia (bo, że czysta, to chyba rozumie samo przez się ;).
    9. Ceny i rozmiary na wieszczkach (oraz metkach).
    10. Być pod ręką.
    11. Nie biegać.
    12. Nie krzyczeć i nie klekotać 😉
    13. Nie przybierać autorytarnego tonu (no, nie wiem, nie wiem, ciężko będzie…rotlf).
    14. Na początku ekspozycji, by nie przestraszyć klientek, powiesić modele promocyjne i w obniżonej cenie.
    15. Nie przesadzać z muzyką/radiem.
    16. Nie poganiać.
    17. Epatować charyzmą (wie ktoś, gdzie jest najbliższa hurtownia? Muszę sporo tego środka rozpylić po B-aju ;).

    @Ycik, nigdy nie chodziłaś kombinezonie? 😀 😉

  • Gość

    zgadzam się całkowicie ze wszystkimi uwagami, więc nie będę ich powtarzać, ale jest jeszcze jedna rzecz, przez którą właśnie dziś zrezygnowałam z pójścia po nowy stanik. a jest to: apaszka, czy jakiś kawałek tkaniny, który uchroni zdejmowaną odzież przed zabrudzeniami od szminki, czy podkładu. miałam dziś na sobie białą suknię z małym dekoltem, więc nie uniknęłabym śladów po szmince. wprawdzie mąż proponował, że zdejmie swoją bluzkę i omota mi nią twarz bym bezpiecznie pozbyła się sukni, ale w obawie, że mnie udusi zbyt nadgorliwym motaniem zrezygnowałam:) motyw apaszki rzadko pojawia się w przymierzalniach, a ja nie zawsze mam przygotowaną swoją prywatną osłonkę:)

  • urkye

    Na wstępie napiszę, że nie przeczytałam dotychczasowych komentarzy, więc jeśli coś się powtarza, to trudno:P
    Nie lubię, jak przebieralnie są małe i… śmierdzą. Nie ma nic gorszego niż dziwny zapach w przebieralni. Często (w sieciówkach typu h&m, zara itp.) unosi się zapach zużytych skarpetek. Masakra:P
    Przebieralnia musiałaby być na tyle duża, żeby ze spokojem można było odwiesić zimą płaszcz, odłożyć gdzieś torebkę i okulary (może małe krzesełko albo półeczka?). Dobrym pomysłem są też dwa lustra o zmiennym kącie, żeby można było obejrzeć wygodnie tył i boki.
    Nie lubię tez przebieralni z zasłonami – często się rolują i w efekcie widać, co się dzieje w środku. A akurat biustem nie mam zamiaru świecić przed ogółem klientów;) Lepsze są takie z drzwiczkami.
    Przed przebieralnią fajnie by było zorganizować wygodne kanapy, żeby klientki w oczekiwaniu mogły sobie wygodnie usiąść i obejrzeć aktualne katalogi – na pewno takie masz, a może coś im się spodoba i wrócą po zapowiadane modele:)

    O, lubię też móc w samotności oglądać modele, więc średnio lubię takie rozwiązanie, kiedy np. majtki od kompletu są pochowane w szufladach, do których ma dostęp tylko sprzedawca:)

    A tak z innej beczki, ważny jest też sam wystrój sklepu. Fajnie, jak jest urządzony ze smaczkiem, a nie “jak leci”.

  • urkye

    Renulcu, przejrzałam na szybko komentarze i jedno mnie uderzyło – szlafroki takie ogólnodostępne? Hmm… osobiście bym na pewno nie skorzystała;) Czytam dalej:)

  • urkye

    Pomysł koszykami jest świetny – często odwieszam po prostu na dwa różne haczyki, ale takie koszyczki wyglądałyby super:) Mogłyby być np. wieszane na drzwiach;)

  • ycik

    @Renulcu, tak, w zerówce ;P Ale pamiętam jaka byłam dumna, że nawet w zimie mogłam przyjść w spódnicy a i tak było mi ciepło 🙂

  • zmijunia.lbn

    Ycik, toż to wystarczy chcieć gacie do kompletu zmierzyć. No a w sklepach oprócz normalnych gaci bywają różne trudnozakładalne wyszczuplacze, gorseletki i inne cuda.

  • clarisse

    W sumie chyba wszystko, co mi przyszło do głowy, już zostało powiedziane… Ale dodam jeszcze jedno: ja osobiście wprawdzie uwielbiam eteryczne wnętrza, w których króluje szkło, świeczki i inne dyrdymały – ale w przypadku klientki z dzieckiem to się zupełnie nie sprawdza. Dlatego warto zadbać, żeby ów kącik dla osoby towarzyszącej – niezależnie, jest to sofa w stylu “rokokoko” ;), czy plastikowe krzesełka z ikei, czy cóś zupełnie innego – musi mieć pewien poziom solidności. Bibeloty, jeśli takowe mają sklep ozdabiać, także powinny być poza zasięgiem 3-4 letnich dzieci (te są najbardziej upierdliwe ;)). W ogóle wiklinowy koszyczek z tanimi samochodzikami albo wiaderko z dinozaurami nie zaszkodzi – dla tych delikwentów, którzy jeszcze nie rysują.

    Hmmm… co do butów, ja tam nie wiem, ale jeśli mierzę np. dół od kostiumu, to muszę najpierw ściągnąć buty. Albo tankini, które przy dużych biustach po prostu nie da się założyć od góry. Albo różne modelujące majtasy-cudasy. Przecie w sklepie z bielizną są nie tylko staniki 🙂 A jeśli do tego na dworze jest plucha albo pada śnieg? 😉

  • clarisse

    Poza tym charyzma ponad wszystko.
    Eeeee… no może NIE ponad wszystko…
    Bo skończy się na tym, że klientki będą przychodziły pogadać o stanikach… a nie kupić staniki 🙂

  • genepi

    Aaa – jeszcze dziś przyszło mi jedno do głowy. Mam niedaleko mały bieliźniak, w któym byłam raz. Ale za każdym razem kiedy przechodzę odwracam głowę w lewo i patrzę do środka.
    Nieustannie na kanapie obok kasy przesiaduje tam narzeczony właścicielki w zblazowanej pozie obleśnego byka i obcina z góry na dół wszystkie klientki.
    Właściecielka nie waha się pytać przy nim o rozmiar, narzeczony się przysłuchuje, przygląda, mlaszcze.
    Ja na pytanie o rozmiar odpowiedziałam “nieważne” i poszłam sobie.

  • renulec

    @Dziewczyny, dzięki Waszym radom faktycznie uniknęłam kilku błędów i zrobiłam kilka dodatkowych rzeczy, o których nie pomyślałam (np. dywanik) 🙂 Aha, obiecuję, że mój narzeczony nie będzie przesiadywał na kanapie ;D

    Oznajmiam, że oficjalne otwarcie salonu nastąpi 26.05.2012 , czyli na Dzień Matki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *