Uncategorized

Widziałam na Centralnym NIELETNIĄ NIERZĄDNICĘ!

– Obwieściłam tonem pełnym przygany, gdy już zagarnęłam swe wyplute przez woodstockowy pociąg pisklę pod opiekuńcze skrzydła, sprawdziwszy uprzednio sprawnie i dyskretnie, czy wszystkie części pisklęcego ciała są na właściwych miejscach.

– Nierządnicę? Znaczy się – nieletnią prostytutkę? – zapytała zaniepokojona Młoda. Nadmieniam przy tym,  że od najmłodszych lat dziecię moje posiada wzmożoną potrzebę obrony słabych, uciśnionych, wyzyskiwanych istot. Będąc Czarodziejką z Księżyca w stanie spoczynku (taka bajka kiedyś była, japońska bodajże) do dziś żywo reaguje na przejawy jakiegokolwiek ucisku człowieka przez człowieka i  jest gotowa nieść pomoc, nawet kosztem obrywki po własnych uszach.- Po czym wnosisz, matko, że nierządnicę widziałaś?

– Po stylu ubierania. Bo wyobraź sobie – przecież lato jest, a ta paraduje  w długaśnych, grubych zakolanówkach, plisowanej, kusej, czarnej spódniczce, która ledwo co zakrywa jej przyrodzenie (chyba ją ktoś potargał mocno wczesniej, bo jakieś tasiemki wystawały dłuuugie), do tego biała bluzeczka i kabotek. Włoski w dwa grzeczne warkoczyki, ale oczyska czarne, podkreślone kredką, a wymalowane,  jakby na dyskotekę dla licealistek szła! Aha, i pętając się demonstracyjnie po  hali głównej, z zapałem pałaszowała wielkiego, kolorowiastego lizaka! Lizak –symbol falliczny.  No, nierządnica jak nic!

– Mamooo…To harajuku była, styl taki ma po prostu, rodem z japońskiej kreskówki. Może na dworzec po kogoś przyszła i czekała, a Ty zaraz swoje spiskowe teorie wyplatasz…Harajuku to takie bajkowe dziewczęta, zupełnie nie mają pojęcia o prawdziwym życiu.

I tak sobie gawędziłyśmy pomykając, by się odświeżyć przed panaszowym pokazem.

POKAZ zaś

był bardzo dynamiczny. Nie ukrywam, że był to mój pierwszy bezpośredni udział w tego typu imprezie. Lekko wirowało mi w głowie. Nie wiem, czy od szampana, czy od prezentowanej bielizny, czy też od branżowych znakomitości, do których kudy mi, maluczkiej.

Uważam, że był udany, choć w pewnym momencie nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że, jeśli chodzi o choreografię (zboczenie takie, w końcu przykurzone uprawnienia instruktora tańca się ma) – patrzę na kalkę

pokazu jesień/zima 2010

Ale o choreografię mniejsza, przecież pierwszoplanową rolę grała BIELIZNA!

Obszerną i w pełni profesjonalną relację (filmiki nawet są!) przygotowała dla Was Kasica.

Nie będę się kompromitować swoimi niedoświetlonymi zdjęciami, lepiej od niej tego nie zrobiłam i niebiosa mi świadkiem – nawet specjalnie nie próbowałam, heh.

Pozostają mi więc plotki (plotek.pl! Proszę się nie niepokoić, to stanikowy blog, konkurencja jest incydentalna 😉

Więc tak:

Właściciel firmy So Chic!

– dystrybutora marek Panache, która to firma zorganizowała pokaz, to przystojny, młody człowiek, o rozbrajającym sposobie bycia.

Mąż Kasi z naszego, lubelskiego Body,

to kolejny, niemniej  przystojny, młody człowiek, który (UWAGA! TADAM!) jest jedynym znanym mi mężczyzną, wspierającym z tak wielkim zaangażowaniem swoją Połówkę. Wielkie brawa i słowa uznania. Serdeczne pozdrowienia oczywiście dla Was obojga.

Kasica ze Stanikomanii. Ech, szkoda słów… To jest klasa sama w sobie – skromna, miła, bez zadęcia. Jak ona się uchowała, że nie zepsuła jej popularność, media? Nie wiem, pojęcia nie mam, ale jestem pod wrażeniem. Genialna kobieta!  Pozdrawiam serdecznie oraz życzę 1233655447477  ( jak się na komputerze „robi” znak nieskończoności?)  rewelacyjnych notek!

Duet puławski też pozdrawiam, międzypokoleniowy i  szalenie sympatyczny. Oraz bliżej niezidentyfikowany duet dwóch „czarnych Mamb” (niestety, nie zdążyłam przeprowadzić inwigilacji , kto zacz, ale miło podziwiało się pokaz przy takich sąsiadkach).

Aha, oraz zadbaną blondynkę w towarzystwie koleżanki, z którymi typowałyśmy „najchwytliwsze” Maskaradki 🙂

Zdjęć, jak wcześniej wspomniałam – zbyt wielu nie zrobiłam…

Ale w poprzedniej notce wspominałam coś o lansie, nes pa?

Voila, tutaj było przyjazne światło 😉 :

Oraz na czerwonym dywanie, niczym w Cannes (yes, yes, yes!;)

Reszta wieczoru po pokazie oraz lwia część nocy upłynęły nad wyraz  przyjemnie, przy wytrawnym  Pinot Schiraz. Wyżerając pyszności ze stołu gościnnej Marii Przyjaciółki ( w tym smakowite  jajka z majonezem 12354 kalorii :))), dopingowałam ją, by wytrwała w diecie Ducana oraz podziwiałam jej nowego, cielistego Effuniaka 85H, rozwiewając wątpliwości, typu „a  koleżanki mówią, że jakoś tak za wysoko”.

Wczorajszego ranka pomknęłyśmy do domu, ignorując  atakujące nas, odczepiające się od rolniczych ciągników przyczepy, oraz złośliwe tarcze hamulcowe, będące przyczyną chemicznych woni w środku pojazdu.

Biłgoraj przywitał nas deszczem.

 

7 komentarzy

  • kulka_kulkowa

    Nie wyczymię psychycznie (jak mawiała koleżanka mojej kuzynki, tej od Fifi)! Uprawnienia instruktora tańca, fiu fiu 🙂 A ja dziś właśnie molestowałam mojego M., że musimy się zapisać na tańce, bo skapciałam i “cellulitu nie mam tylko pod oczami” 😉 I chociaż się nie znam, też mi przez myśl przeszło, że choreografia się powtarza.
    A z notki się obśmiałam jak norka! Chyba jestem pośrednie pokolenie – poznałabym, że dworcowe dziewczę nie nierządnica (widziałam film o takim zagubionym dziewczęciu), ale że to (klik w “treść wpisu”) harajuku, to nie wiedziałam 🙂

  • renulec

    Kulko, nie ma co się zachłystywać, przecie napisałam, że uprawnienia przykurzone. Do Iwony Pavlovic mi daleko, jednak jakieś szczątkowe rozeznanie w choreografii pozostało 😉

    A widzisz, ja zaś biedną harajuku zaocznie pokrzywdziłam. Wszystko przez tego wielkiego lizaka (jego uznałam za głównego winowajcę, no ktoś tu musi personalnie odpowiedzieć za tę pomyłkę 😉 .

  • kasica_k

    Renulcu, klasę to Ty reprezentowałaś na tej imprezie, nie tylko na czerwonym dywanie! 🙂 Ja tam byłam zajęta całkiem bezklasowymi próbami opanowania nadmiaru sprzętu rejestrującego, który miałam ze sobą, oraz kompromitującego i wielkiego puszapa wychylającego mi się co i rusz z niestosownego dekoltu, a po imprezie jeszcze mi się sandał rozpadł – na szczęście w trakcie tak poprawiłaś mi nastrój, że żadna z tych przeciwności nie była mi straszna! Składam Ci za to uroczyste podziękowanie, jak i za pewien pyszny upominek, a do tego ostatniego podziękowania dołącza się intensywnie mój małżonek. Bo pewnie nie wiecie, moi drodzy, że renulec DILUJE ZIOŁ… znaczy, działa też w pewnej mierze w branży aromatyczno-przyprawowej i oprócz pozytywnej aury rozsiewa wokół siebie najlepsze oregano w tej części kontynentu.

    Szacun za sfotografowanie kamei, czego ja nie zdołałam dokonać, i pozdrowienia dla przemiłej latorośli, którą także miałam okazję poznać 🙂

  • renulec

    Kasico, dziękuję, jesteś naprawdę bardzo miła, podbudowałaś znacząco moje zahukane ego :). A sprzęt opanowałaś prawie perfekcyjnie (brakowało mi zdecydowanie zbliżeń na ostatni rząd, gdzie siedziałam, co tam modelki na wybiegu ;)).
    Nie widziałam żadnego wielkiego puszapa, chyba żartujesz? Dekolt zaś był adekwatny do aury, ależ Ci go zazdrościłam!
    Pocieszyłaś mnie sandałem, bo myślałam, że to tylko moja garderoba się zbuntowała – podczas pokazu odpruło mi się ramiączko w staniku, hihi.

    Cieszę się niezmiernie, że tak wybitny specjalista od przypraw, jakim jest Twój mąż, znalazł upodobanie w roztoczańskim oregano :)).
    Diluję także tr…, co chwalą sobie szczególnie przyjaciele domu “pci męskiej”. Jednak dowiezienie w plecaku do Stolicy wysuszonej żubrówki w stanie niepołamanym, z góry zostało skreślone z listy zadań 🙁 .

    Kamea nie do końca mi wyszła, bo, co tu kryć – każdy widzi, że fotka jest nieostra. Ale lepszy rydz niż nidz 😉

    Latorośli przekażę pozdrowienia jak tylko się obudzi (ściągam ją z wyrka za piętę koło 11-ej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *