
Lupus in fabula
A jutro pewnie będzie Dzień Bez Pryszczy, pf.
Choć (przepraszam za ponury żart) najbardziej przydałby się nam chyba Dzień Bez Wielkiej Wody.
Przyszły gossardowe Garlandy. Plunge, stringi oraz koszulki.
Trwam nad nimi w nabożnym skupieniu. Środek stanika jest (hura!) z bawełny, tak jak lubię 🙂
Koszulka zgodnie z moimi przewidywaniami – jak mgiełka, elastyczna, dopasowanie do ciała z tych w gatunku “druga skóra”, dla odważnych – idealna na letnie dni, dla powściągliwych – na letnie noce.
Majtki mają z tyłu kokardkę w takim fikuśnym miejscu – w okolicy kości krzyżowej. Ech, prawie żałuję, że coraz rzadziej naszam stringersy 😉
Czekam, przebierając nóżkami, na aparat, co go moje Potomstwo wytaszczyło z domu na wekend, może choć w części przybliżę Wam garlandowy charm!
01.06.2010
Na życzenie Zen.ony – wyniki mocno okrojonej sesji zdjęciowej poniżej. Reszta do obejrzenia w sklepie, bo jak próbuję wrzucać tutaj, to mi wielkoludy wychodzą a nie zdjęcia, zaś zmniejszanie każdego z osobna jest pracochłonnym i niewdzięcznym zajęciem.
Nie jestem zadowolona. Światło jest marne, kolory nie do końca prawdziwe, szczególnie ten zielony (a, bo jest zbyt mało zielony). Wiem, wiem – złej tanecznicy to i rąbek u spódnicy zawadza…


dzień bez (źle dobranego!) biustonosza
nie mogłabym być belfrem
Może Ci się spodobać


Niech się święci Pierwszy Maja!
1 maja, 2011

małe, czarne, za kratkami
19 października, 2011

2 komentarze
zen.ona
Czytelniczki więc czekają na zdjęcia:)
aleksandromaniak
Genialne zdjęcie! 🙂
Stringi piękne, ale stringów nie noszę, słucham się mojej pani ginekolog i innych ginekologów też, choć mam jedne jedyne, na tzw. specjalne okazje;)